PISTIS - Gnoza i Gnostycyzm

Świecki portal uduchowiony & czasopismo bez dogmatu

Wizjonerskie sny. Czy czas jest bliski? PDF Drukuj
Napisany przez Cyprian Sajna   
24 lipca 2012

Dzisiejszy (tj. 24.07.12) sen mojej żony - Aleksandry.

Dzisiaj rano żona opowiedziała mi kolejny swój sen. Muszę dodać, że małżonka nie jest pochłonięta sprawami duchowymi w takim stopniu jak ja i chociaż w pełni toleruje moje zapatrywania oraz zastanawia się nad tym, co jej mówię, doceniając moją działalność duchową (Pistis itd.) to raczej, póki co, trzyma do niej dystans, żywiąc wewnętrzne obawy, skupiwszy się raczej na innych sprawach. Chcąc nie chcąc, dostąpiła kontaktu z rzeczywistością duchową, która przemówiła do niej w snach. Jaki był ten przekaz?

Sen Aleksandry

"Stałam na scenie wielkiego widowiska, łączącego różne elementy sztuki (teatr, opera, performance itp.), gdzie widzowie zmieszani byli z występującymi. Widziałam dużego węża zjadającego mniejsze węże. Później zaczęłam śpiewać, będąc pięknie ubrana, chociaż nie czułam, że jest to zaplanowane, że mam dać występ, bo byłam widzem. W czasie gdy spontanicznie śpiewałam, duży wąż, który zjadł inne przypełzał do mnie i owijał moje ręce. Chociaż budził respekt, nie bałam się go. Wiedziałam, że nic mi nie zrobi. Mój śpiew zachwycał wszystkich, łącznie ze mną samą, gdyż nie spodziewałam się tego. Zaproponowano mi stałą współpracę w występach, a jako wynagrodzenie miałam otrzymać przepiękną, złotą brożkę.

W międzyczasie mój rzeczywisty szef z pracy - Łukasz, wiedział, że jestem w ciąży, mówił, żebym się nie przejmowała urlopem macierzyńskim. Pojawia się także stara kobieta z dużym nosem, która mówi mi, żebym nie wchodziła na górę.

Uczestniczymy w nowym widowisku, które odbywa się u podnóża góry. Obserwujemy latających kilka postaci. Cztery postaci latają koło siebie, nad ziemią, były negatywne i wyglądały na czarownice. Robiły różne triki, pikując w stronę ziemi, strasząc tym widzów. Znacznie, znacznie wyżej, ponad nimi, była dostojna postać, która wiedziałam, że symbolizowała Jezusa Chrystusa. On łapie i unieszkodliwia te czarownice.

Po widowisku, z góry spływa wielka woda, przerywając spektakl. Występuje panika. Ludzie uciekają, mając na uwadze ostrzeżenie starej kobiety nie chowam się w tej górze, lecz uciekam dalej..."

Sny Rafała.

Tej samej nocy, w której śniła moja żona (opisany sen w poprzednim wpisie na stronie) oraz której miałem 4 swoje sny, śnił również Rafał. Rano przysłał mi opis swojego snu, nie wiedząc o naszych. W dodatku, należy wspomnieć, że wcześniej rzadko kiedy Rafał zapamiętywał swoje sny. A wg kalendarza, o dziwo, na ten dzień przypadały imieniny Daniela, a zatem i wspomnienie Proroka Daniela w Kościele Katolickim znanego przecież z wykładni snów (por. Księga Daniela w Biblii), co spostrzegłem już po fakcie.

SEN I.

"Śni mi się, że jestem gdzieś jakby w szpitalu. Chyba w związku z matki operacją i chorobą. Lekarz (wiem, że to profesor jest) patrzy na mnie i mówi, że jestem chory na serce. Mój ojciec mi mówi (nie mówi), wyrzuca, że to przez bieganie.

Ten profesor/lekarz ma bródkę, ciemne włosy, okulary i biały fartuch. Zaprasza mnie do gabinetu, żebym poczekał, to mnie zbada. Gabinet jest jakby przedwojenny, umeblowany jak pokój, czy salon w domu. Na kanapie leży duży biały pies - myślę (we śnie), że to jest biały briard.

Siedzę koło psa, który jest spokojny i wydaje się miły. Lubię go. Potem przychodzi profesor, patrzy na moją rękę i mówi, pokazuje, że coś mam na ręku. Widzę, że to są jakby żyły (żylaki?).

Profesor skrobie to paznokciem i tak jakby próbował wyciągnąć je na wierzch. Mówi, że to coś jest (nie pamiętam co - włókna nerwowe czy coś takiego). W każdym razie próbuje z ręki wyciągnąć coś białego, gdzie wcześniej były żylakowate naczynia.

Gdy to zobaczyłem zacząłem uciekać ze szpitala.

Pojawia się inny obraz - miasto zimowe, pełno śniegu i wielkie zaspy. Biegnę jak opętany przed siebie ulicą miasta. Pusto, mało ludzi, słabe światło i pojedyncze samochody. Biegnę i biegnę. Jestem za miastem. Jedzie samochód (wydaje mi się, że to ktoś znajomy), gdy przejeżdża obok mnie, wpada w poślizg i rozbija się w śniegu w zaspach w bieli."

SEN II

"Obudziłem się o 4:25 i zapisałem taki sen: Jesteś ty [czyli Cyprian Sajna, autor tego wpisu] i ja. Akcja odbywa się w bardzo realistycznie i wiernie wyglądającym krajobrazie w okolicach stacji benzynowej, niedaleko naszego domu. Idziemy przez pole, koło pobliskiego gospodarstwa. Widać zabudowania. Trawa na polach, droga, samochody oraz stacja benzynowa. Razem puszczamy latawiec.

Ty trzymasz sznurek, ja puszczam. Latawiec jest w kształcie człowieka, ludzkiego ciała, ale bez szczegółów, tylko zarys. Trzymasz sznurek, jednak latawiec pikuje w dół i spada. Upadł tak, że sznurek przecina drogę po której jadą samochody, martwię się, że jakiś samochód zahaczy o sznurek. Biegnę do upadniętego latawca. Latawiec spadł w niewysokim lasku za drogą. Gdy tam zmierzam, widzę, że obok leży drugi latawiec o klasycznych kształtach koloru niebieskiego.

Idę dalej. Krajobraz zmienia się na zimowy. Dużo śniegu. Idę przez ten śnieg. Na śniegu widzę jakieś metalowe elementy. Wyglądają jak aluminiowe nogi jakiegoś robota. Ale same nogi. Nogi, nie nogi, domyślam się tylko. Następnie coś wbite w śnieg, zasypane śniegiem. Podchodzę bliżej. To samochód formuły F1. Prawie całkowicie zasypany śniegiem. Częściowo uszkodzony, szczególnie w tylnej części. Początkowo myślałem, że to myśliwiec z gwiezdnych wojen, którym latał Luke - tak myślałem we śnie. Gdy podszedłem bliżej okazało się, że to jednak bolid F1 w kolorach biało-niebieskich z napisami. W bolidzie siedzi kierowca, zamarznięty w kasku z szybką. Przez oszronioną szybę widzę twarz mężczyzny nieznanego, ale jakby przypomina mi kogoś. Kierowca ma wąsy na których jest szron i otwarte oczy. Wszystko zmrożone. Latawiec zniknął ze snu, nie ma go. Wracam w miejsce gdzie ciebie zostawiłem, na pola koło gospodarstwa. Tam nie ma zimy. Ciebie też nie ma. Właściwie to zapomniałem o tobie też.

Na polu koło gospodarstwa czekają dzieci. Wiem, że to dzieci ze wsi Zwierzewo. Nienawidzę ich we śnie. Dokuczają mi - nie wiem jak. Gonię ich i próbuję uderzyć. Pojawiają się dorośli faceci - jakaś rodzina dzieciaków - ojciec, bracia - nie wiem. Biję się z nimi, sen się urywa w trakcie bijatyki."

Mój sen

Mój sen, jeden z 4 snów, które też przyśniły się 21. lipca.

"Jestem w jakimś ciasnym pomieszczeniu, wokół mnie potężne zbiry. Chcą zabrać mi baterię, która jest wyjęta od laptopa i sam komputer też. Nie chcę ich stracić. Nawiązuję, chociaż z lękiem, jakąś rozmowę, próbuję przemówić do zbira, żeby móc wyjść z tej sytuacji. W jakiś sposób moje słowa go przekonują i puszcza mnie. Czym prędzej wymykam się z tego pomieszczenia z komputerem pod pachą, omijając bandytę zajętego innymi sprawami. Zostaję jednak w restauracji, której część stanowiło to zamknięte pomieszczenie i przypatruję się, już w poczuciu bezpieczeństwa, temu co się dzieje.

Do ciasnego pomieszczenia wchodzą różne, potężne zbiry (być może są nawet nienaturalnie, jak na człowieka, duzi), były też wśród nich kobiety. Mają jakąś swoją naradę. W restauracji zaś siedzą normalni ludzie.

Po chwili z pomieszczenia potężnych zbirów, wychodzi niski mężczyzna, o lokowanych, czarnych włosach, w garniturku i o południowej cerze. To szef tych bandziorów, główny mafioso. Siada na krzesełku przed innymi ludźmi, którzy wyglądają na sfrapowanych. Przemawia dumnie i w pysze, dając ludziom do zrozumienia, że muszą się z nim liczyć, bo inaczej źle skończą. Mówi im o spłaceniu długu, o tym, że zalegają z haraczem jaki powinni płacić jemu i jego zbirom."

Pozostałe trzy sny, które mi się śniły dotyczyły konkretnych dwóch znajomych mi osób, którym ich treść przekazałem. Dla jednej z tych osób, pisząc w skrócie, we śnie, otwierałem drzwi, aby mógł przejść przez nie wraz z żoną. Druga osoba odsłuchiwała muzyki klasycznej w domofonie, dzieląc się tym z innymi, by następnie poinformować, żeby inni jednak tego nie robili (tzn. nie odsłuchiwali muzyki w domofonie), gdyż została mu właśnie skradziona. Kradzież zaś odbyła się na ul. Wyszyńskiego (jakże wymownie!). Czwarty sen dotyczył mojego kontaktu z pewną osobą, słabo znaną mi z rzeczywistości, pozostawię treść jednak tego snu nieujawnioną, na razie bowiem nie wydaje mi się, by miał większe znaczenie.

INTERPRETACJE

Sny przydarzyły się w nocy z 20.07. na 21.07., czyli w dzień imienin (i wspomnienia) Proroka Daniela. Kolejne sny przyszły w następne dni. Przypadła mi w udziale, podobnie jak Danielowi, wykładnia snów, którą wykonuję już od jakiegoś czasu, analizując nie tylko swoje wizje senne.

Wszystkie te sny mają podobną cechę. Pierwsza ich część odnosi się indywidualnie do śniących je osób, ich duchowości. Natomiast druga część ma, jak sądzę, wyraźne cechy apokaliptyczne, dotyczące ogólnie całej ludzkości.

SEN OLI. PRZEMIANA DUSZY, ZWODZICIELE I POTOP

We śnie mojej żony ewidentnie ukazane jest, że stała się, mimowolnie, jakby medium świata duchowego - występowanie na scenie widowiska, nie będąc aktorką. Duży wąż zjadający mniejsze węże to przywołanie sceny biblijnej:

"(...) I rzucił Aaron laskę swoją przed faraonem i sługami jego, i zamieniła się w węża. Faraon wówczas kazał przywołać mędrców i czarowników, a wróżbici egipscy uczynili to samo dzięki swej tajemnej wiedzy. I rzucił każdy z nich laskę, i zamieniły się w węże. Jednak laska Aarona połknęła ich laski." (II Mojż. 7, 10-12)

Aleksandra nie bała się węża, co nie tylko z oczywistych przyczyn jest zadziwiające, ale również dlatego, że w rzeczywistości żona ma wyjątkowy lęk przed choćby najmniejszym leśnym padalcem. Nie tylko na jawie, ale i wcześniej w swoich snach. Tym razem jednak, wąż daje się oswoić, towarzyszy jej, a ona respektując go, nie obawia się, że ją ukąsi.

Pokazuje to, że wąż, symbol przecież gnozy (a zarazem i nawet logo w Pistis.pl), przestanie budzić jej obawy. Małżonka otwiera się na gnozę, duchowość ezoteryczną. Przynajmniej podświadomie. Ponadto, okiełznanie węża, który jest zarazem również smokiem (hebr. słowo tannin występuje w cytowanym fragmencie z Księgi Mojżeszowej i jest równoznaczne ze słowem smok, potwór. W jęz. hebrajskim występuje bowiem kilka określeń na węża. Również w Apokalipsie wąż nazywany jest starodawnym smokiem), ma ważne znaczenie w rozwoju duchowym. Smok zaś przywołuje właśnie konotacje z Apokalipsą Jana:

"I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię. I porodziła syna - mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną. I zostało porwane jej Dziecię do Boga i do Jego tronu. A Niewiasta zbiegła na pustynię, gdzie miejsce ma przygotowane przez Boga, aby ją tam żywiono przez tysiąc dwieście sześćdziesiąt dni. I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło." (Ap. Jana 12, 4-8)

Fragment ten pasuje o tyle zaskakująco doskonale, że moja małżonka jest właśnie w ciąży, a inny śniący, którego imię jest wymowne (Rafael - Archanioł, ale o tym później) ma syna o imieniu Michał! Oczywiście nie chcę w ten sposób nadać tym rzeczywistym osobom roli apokaliptycznych bohaterów, niemniej jednak symboliczne powiązania są co najmniej zadziwiające mnie osobiście.

Zachwycający śpiew żony, ku jej zdziwieniu, wskazuje, że ma predyspozycje duchowe (wieszczki?). Cała zaś pierwsza część snu wskazuje na to, że niekoniecznie musi się trzymać z boku tych zawiłych spraw, bo duchowość, gnoza to nie oczytanie w księgach filozofów, mędrców i znajomość religijnych pism. To nie wydumane, niepotrzebne rozważania o naturze bytu, lecz czucie, wewnętrzne poznanie, które może być udziałem każdego. A na każdego, który idzie drogą Ducha czeka nagroda - we śnie symboliczna złota brożka.

Nie przypadkiem we śnie pojawia się postać Łukasza, czyli imienia Ewangelisty. A ten, jak mówi tradycja, był lekarzem, co wskazuje na kolejne powiązanie ze snem Rafała. I właśnie w Ewangelii Łukasza jest fragment mówiący:

"Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna."

Co oczywiście, w symbolicznym znaczeniu może oznaczać Boga rodzącego się w duszy człowieka. [swoją drogą ciekawe, czy nam się urodzi syn, z badania na razie nie wiadomo, ale lekarz obstawiał bardziej córeczkę ;) ]

Idźmy dalej. Druga część snu, to już niezwykle ciekawa wizja o wymiarze apokaliptycznym. Cztery latające postaci, czarownice, ponownie, jak we śnie poprzednim, opisanym w poprzednim wpisie na stronie, przywołują mi na myśl 4 czarownice o których mowa na blogu Światosława F. Nowickiego:

http://arnion.bloog.pl/id,331465349,title,Nasze-Przyjaciolki-z-wizyta-u-EW,index.html?ticaid=6edd6

Można też mieć skojarzenia z czterema jeźdźcami Apokalipsy. Żona nazwała je "jakby czarownice". Ponad nimi, w widowisku najważniejszą rolę odgrywa Jezus Chrystus, który łapie czwórkę latających i zagrażających ludziom (ale tylko pozornie) postaci. To wszystko jest jednak przedstawieniem granym przez aktorów. Prawdziwy dramat dopiero ma nadejść. Z góry, z wysokości, nadchodzi potop. Ponownie, mimo zapewnienia Boga Jahwe, nadchodzi wodna zagłada.

W kontekście polecenia Jezusa: "Gdy więc ujrzycie "ohydę spustoszenia", o której mówi prorok Daniel, zalegającą miejsce święte - kto czyta, niech rozumie - wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry!" polecenie starej kobiety ze snu (mającej jakże ewidentne cechy Archetypu Wielkiej Matki, która daje ochronę) wydaje się zastanawiające. Ale my w Judei, zarówno symbolicznie, jak i duchowo, przecież nie przebywamy.

Pojawia mi się również myśl, że ten Jezus Chrystus ze snu, nie był oczywiście tym prawdziwym (to było tylko widowisko, a grał go aktor we śnie), gdyż napisano:

"Wtedy jeśliby wam kto powiedział: Oto tu jest Mesjasz albo: Tam, nie wierzcie! Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych. Oto wam przepowiedziałem. Jeśli więc wam powiedzą: Oto jest na pustyni, nie chodźcie tam! Oto wewnątrz domu, nie wierzcie! Albowiem jak błyskawica zabłyśnie na wschodzie, a świeci aż na zachodzie, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Gdzie jest padlina, tam się i sępy zgromadzą."

Strzeżmy się więc zwodzicieli, którzy czynią widowiska (takie jak to we śnie).

Ciekawostką jest również to, że wizję potopu (globalnego) miał również Jung, a zdarzyła mu się tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej.

SNY RAFAŁA. UPADEK CYWILIZACJI I KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

Pierwszy ze snów przydarzył się Rafałowi tej samej nocy co sen Oli, w której czytała rękopis autorstwa Philipa Dicka. W postaci Lekarza znajdziemy nawiązanie do tego autora. Gdyż Dick pisał o Chrystusie jako o Lekarzu, a także przewijał się ten lekarski motyw w jego objawieniach. Lekarz, jest więc w tym śnie symbolem właśnie Chrystusa lub samego Boga. Podobnie jak w reszcie snów, początek odnosi się więc do indywidualnej duchowości śniącego. Bóg jest lekarzem, przed którym nie należy uciekać, lecz dać się mu wyleczyć.

Nie można pominąć znaczącego symbolu białego psa. Rasa Briard jest rasą pasterską i zaganiającą, co jeszcze wyraźniej wskazuje na to, że Lekarz, właściciel psa, jest symbolem samego Chrystusa. Biały pies, wg "Leksykonu Symboli" Herdera (dom wydawniczy TchU) "wyrażać może dobroć i pobożność osoby, u której stóp jest przedstawiony; może też być symbolem dobrego małżeństwa".

Gdy szukałem tego objaśnienia, moim oczom ukazał się obrazek w tym Leksykonie, a na nim Archanioł Rafael z białym psem! Obrazek podobny do poniższego:

Rafael

Śniący zaś ma właśnie imię Rafał (od hebr. Rafael). Co zaś znaczy to imię? Szokujące, ale jest to "imię męskie pochodzenia semickiego wywodzące się od hebrajskiego słowa רָפָאֵל (Rafael) składającego się z "rofe" (uzdrowiciel/lekarz) i przyrostka "-el" (Pan, Bóg), tłumaczone jako Bóg uleczy/uzdrowi."!!!

Rafał był równie zdumiony tak jak ja, gdy mu o tym powiedziałem. Nie mógł przecież o tym wiedzieć. Jak to możliwe, że symbolika snu była tak adekwatna do znaczenia imienia śniącego i do nieznanych mu wizerunków sakralnych?

W momencie, gdy pojawia się inny obraz - zimowe miasto, przechodzimy do drugiej części snu, apokaliptycznej. Wszechobecna zima, niewiele światła, gdzieniegdzie samochód, a także postawa śniącego, który biegnie niczym opętany przywodzą na moją myśl zagładę. Na końcu snu rozbija się jeszcze samochód.

Motyw samochodu jest kontynuowany w drugim śnie, kolejnego dnia, w jego drugiej części. Samochód okazuje się być Formułą I o barwach biało-niebieskich.

Te same barwy ma latawiec, obok którego ląduje ten puszczony przez nas w kształcie człowieczka.

Latawce, będące symbolem wzbijania się na duchowe wyżyny, w niebiosa, oznaczają dwa typy religijności. Barwy niebiesko-białe, samochodu i znalezionego latawca odnoszą się do kultu maryjnego, a zarazem jednoznacznie do Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Drugi latawiec, z człowieczkiem, który puszczamy wspólnie, to duchowość indywidualna (gnoza, poznanie wewnętrzne), którą praktykujemy.

Nie przypadkiem jestem też bohaterem snu Rafała, puszczając z nim wspólnie tego "zwiadowcę boskich przestrzeni", gdyż bardzo wiele ze sobą rozmawiamy na tematy duchowe, wpływając wzajemnie na siebie i dzieląc się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami.

Upadający latawiec przywodzi na moją myśl upadek Ikara, który pragnął wzbić się do świata bogów. Sen wskazuje, podobnie jak pierwszy, na kierunek duchowy, jaki należy obrać. Poprzednio chodziło o to by zawierzyć się Lekarzowi i pozwolić uzdrowić Bogu. W drugim należy zwrócić uwagę na to, że istotne jest stabilne trzymanie latawca. Latawiec, a zarazem i nasza dusza, może wzbijać się na wyżyny, nie może jednak zrywać kontaktu z Ziemią, w przeciwnym razie grozi jej upadek. Należy zachować rozsądne powiązanie między sprawami boskimi i ziemskimi, nie popadając w żadną skrajność.

Wróćmy do rozbitej formuły. Obok niej, śniący znajduje nogi robota. Ponownie mamy do czynienia z zimą.

Nogi robota wiążą się z wizją, którą wykładał Prorok Daniel:

"Ty, królu, miałeś widzenie: Oto olbrzymi posąg stał przed tobą; wielki był ów posąg, potężny jego blask, a straszny jego wygląd. Głowa tego posągu była ze szczerego złota, jego pierś i jego ramiona ze srebra, jego brzuch i jego biodra z miedzi,  jego golenie z żelaza, jego nogi po części z żelaza, po części z gliny. Patrzyłeś, a wtem bez udziału rąk oderwał się od góry kamień, uderzył ten posąg w nogi z żelaza i gliny, i skruszył je.  Wtedy rozsypało się w kawałki żelazo, glina, miedź, srebro i złoto, i było to wszystko jak plewa na klepisku w lecie; i rozniósł to wiatr, tak że nie było po nich śladu. Kamień zaś, który uderzył w posąg, stał się wielką górą i wypełnił całą ziemię." (Dan. 2,31-35)

Golenie z żelaza, po części z gliny (Glin = Aluminium), ewidentnie pasują do nóg robota, które są oderwane, a więc po rozbiciu już całej postaci (posągu z wizji biblijnej).

Formuła I natomiast, to symbol rozwijającej się szybko cywilizacji (bolid oznacza zarówno szybkość, jak i symbolicznie postęp cywilizacyjny, gdyż jak wiadomo, konstruktorzy prześcigają się w najnowszych rozwiązaniach. F1 to także wyścig -> wyścig szczurów). Jego barwy łączą się zaś z Kościołem Rzymskim (konkretnie z kultem maryjnym), a także wygląd jakby znanego mężczyzny, który ma wąsy (dzisiaj już niemodne, a zatem odnoszące się do czegoś dawnego, tradycyjnego, konserwatywnego).

Podobnie nogi robota wskazują ewidentnie na technologię. W obu snach widzę więc zapowiedź upadku tej cywilizacji, a także upadku kościoła.

Ciekawa jest jeszcze liczba związana z godziną przebudzenia. 4:25 = 425 = 5 x 5 x 17 = 5^2 x 17.

5 w kwadracie to spotęgowany Wielki Arkan "Papież", który "oznacza osobę mającą wielki autorytet, niekoniecznie duchownego - także na przykład nauczyciela. Kojarzona jest z potrzebą uzyskania fachowej porady, albo pomocy w problemach duchowych. Dotyczy także ogólnie zainteresowania sprawami duchowymi i potrzebą uzyskania przebaczenia." Można to dobrze dopasować do treści snu.

17 zaś to Wielki Arkan "Gwiazda", który to odnosi się do Nowej Epoki, a zatem również wskazuje na apokaliptyczną interpretację.

MÓJ SEN. DEMIURG I ARCHONCI.

Jak i poprzednio, pierwsza część wskazuje na indywidualne doświadczenie duchowe. Laptop jest urządzeniem dzięki któremu wykonuję w zasadzie większość mojej publicznej działalności na polu duchowym. Jest zagrożony przez archontów, których ewidentnie symbolizują potężne zbiry. Początkowe moje lęki zostają jednak przezwyciężone i wymijam oprawcę (we śnie przechodzę właśnie obok wielkiego bandziora). Wyminięcie archonta to jeden ze znanych gnostyckich mitologicznych obrazów.

Archontami, duchowymi władcami nad tym światem (którzy odpowiadają w mitologii gnostyckiej planetom), zawiaduje niski mężczyzna, mafioso, który symbolizuje Demiurga. Ten, bezczelny, niski (symbolicznie - niziny duchowe, chociaż aspiruje do bycia wszechwładcą), terroryzuje zwykłych ludzi, właścicieli różnych restauracji. Żąda zwrócenia długu. Ci "zwykli" ludzie, symbolicznie mogą jednak oznaczać ziemskich władców (są właścicielami restauracji, co czuję we śnie, bo chodzi o haracze). Ci zaś, bez wątpienia, wchodzą w konszachty z duchowymi władcami, aby uzyskać ziemskie profity. Teraz jednak muszą oddać to co cesarskie cesarzowi...

Wróćmy jednak do rzeczywistości. Szedłem dzisiaj ulicą miasta, patrząc na spieszących gdzieś ludzi.

Czy możliwe, by nagle wszystko się zatrzymało, a industrialny, tętniący życiem krajobraz ustąpił śnieżnym zaspom i wszechobecnej zimie? Czy czas rzeczywiście jest bliski?

Tak czy inaczej te sny i ich powiązania oraz przychodzące do mnie skojarzenia budzą moje zdumienie.


 

Kliknij na wybrany obrazek by przejść do podstrony zawierającej zbiór inspirujących materiałów

Jerzy Prokopiuk - honorowy patronat

polecane

Ewangelia Aquariusa Nowa Era

Czasopismo Gnosis

Gnoza

Sny, Astrologia, Gematria

Unitarianie, bracia polscy, arianie

Gnostyk

Era Wodnika

Tarot Apokalipsy

Rozwój duchowy – świadomość i oświecenie

Bądź na bieżąco z nowościami na Pistis.pl!

Na portalu FACEBOOK mamy również  grupę GNOZA - POZNANIE DUCHOWE.

Jeżeli jesteś zainteresowany zgłębianiem duchowych tematów możesz poprosić o dołączenie:

https://www.facebook.com/groups/gnoza/

Autor i Redaktor Naczelny PISTIS:

Cyprian Sajna

kontakt:

cypriansajna@gmail.com

www.cypriansajna.pl

Naszą witrynę przegląda teraz 108 gości 

gnoza / gnostycyzm / religia / duchowość / ezoteryka / Bóg / Jezus Chrystus / mistyka / duchowe inspiracje / okultyzm / Biblia / Jerzy Prokopiuk / Carl Gustav Jung / Rudolf Steiner / Antropozofia / Krishnamurti / Osho / Tadeusz Miciński / Andrzej Towiański / William Blake / Miguel Servet / Faust Socyn / Bracia Polscy / buddyzm / religie wschodu / filozofia / chrześcijaństwo / Cyprian Sajna